Gdybym Cię zapytała, czy chcesz porozumienia w zespole, pewnie odpowiesz, że tak, że przecież to oczywiste. A czy wierzysz w to, że w tym konkretnym zespole – z tymi pracownikami, tym szefem, w tej firmie jest to możliwe? Tu chyba nie byłoby aż takiej zgodności odpowiedzi, bo… ale… przecież… gdyby tylko…. i tak dalej, i tak dalej. Skoro zatem mamy dobre intencje, to dlaczego tak trudno o porozumienie w zespole? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w poniższym video:

Pobierz transkrypcję tutaj.

Powiedziałam, że porozumienie zaczyna się od wiary w człowieka, takiego jakim on jest a nie w takiego, jakim chcielibyśmy, aby on był… Akcentuję to nie bez powodu, bo przyznam Ci, że otwieram szeroko oczy, kiedy słyszę i widzę, jak mimo deklaracji wiary w siłę różnic w zespole, tak wielu z nas po prostu oczekuje, że oto przed sobą zobaczy tę nieskazitelną kopię siebie, a przynajmniej osoby, które będą nas ot tak w pełni (a jak nie w pełni, to przynajmniej w 90%) akceptować. Hmm, bo jakże to JA mam wykonać pracę nad sobą, nad swoją komunikacją, nad lepszym poznaniem innych, by zrozumieć, czego ci inni ODE MNIE potrzebują, by dobrze nam się wspólnie pracowało? Wykonuję przecież dobrze swoją pracę, więc o co chodzi? A wykonał(a)bym ją jeszcze lepiej, gdyby tylko moi pracownicy byli bardziej dojrzali albo firmie w ogóle zależało na rozwoju pracowników. I uwaga, nie mówię tu o wszystkich, ale z pełną odpowiedzialnością mówię o wielu z nas, o osobach, które nawet mając dobre intencje, swoją postawę, poziom zaangażowania uzależniają od innych. A to nie jest w porządku i to nie ma nic wspólnego z dojrzałością, której tak spodziewamy się od ludzi wokół.

Tak, ulało mi się. Tak, chciałam się tym z Tobą podzielić – wprost – bo jestem zmęczona takim obrazem pracy wielu zespołów. I nie, nie jestem święta, kilka dobrych lat temu należałam do wyżej opisanych osób. Żyłam w przekonaniu, że płacą mi za dobrze wykonaną pracę i skoro tu nikt nie może mi nic zarzucić, to wystarczy. Nie, nie wystarczy, bo moje kompetencje to również moja postawa, a ta pozostawiała wiele do życzenia. Za brak rozwoju w jakimś obszarze winiłam braki kompetencyjne swoich współpracowników czy przełożonych. Jakież to było dziecinne. Swoją lekcję odrobiłam (a właściwie odrabiam codzienne) i dlatego się tym dzielę (m.in. pisząc książki, prowadząc działania w ramach Strefy Managera), by Tobie było łatwiej, byś wiedział coś, z czego kiedyś sama nie zdawałam sobie sprawy. Czy zechcesz z tego skorzystać?

Hmm, o poziomie mojego zmęczenia zawodową postawą (ale nie rezygnacji z uczenia tego, w co mocno wierzę, sic!) świadczy mój pamiętnik. W ostatnim czasie mnóstwo tam zapisków o tym, jak to nam wygodnie zajmować się innymi a nie sobą. Podzielę się dwoma z nich z nich (resztę zostawię sobie?):

Kiedy denerwuje Cię coś w innych, pomyśl, co takiego mówi to o Tobie, co w Tobie porusza – przed czym tak uciekasz, jakie potrzeby „umierają z głodu” i krzyczą w niebogłosy, a może jest to głos jakichś frustracji, niezaspokojonych ambicji? Jeśli tak jest, to nie uciekaj od tego, zajmując się innymi. Zajmij się sobą i zaopiekuj tym, co tej opieki najbardziej wymaga.

Mam ogromną chęć ucieczki przed szumem opinii innych, krzykiem narzekań na świat, współpracowników, szefów. Z domowego zacisza szepczę: Zostawmy innych, nie okładajmy się pięściami, nie zalewajmy innych swoimi oczekiwaniami a zajmijmy się sobą. Nie próbujmy naprawiać świata, on sobie poradzi, jak spuścimy z tonu, jak damy mu odetchnąć. Ten świat, ten zespół, ta rodzina, firma jutro będą o tyle lepsze, dojrzalsze, o ile ja i Ty staniemy się lepsi…