Moja praca to permanentny stres, więc dla mnie nic się nie zmieniło; niejeden kryzys za mną… – czasem słyszę od managerów, pytając, jak sobie radzą w nowej, „COVIDowej” rzeczywistości. Oczywiście, że bycie szefem i przedsiębiorcą to nie bułka z masłem czy beztroskie leżenie na plaży. Wymaga mierzenia się z wyzwaniami, na które wcale nie tak wielu ma ochotę i z którymi nie każdy sobie poradzi. Dodając, myślę sobie, że skoro piastujesz tę rolę, to już z natury jesteś „silną bestią”, ale… Tak, jest tu „ale”. To „ale” brzmi: czasem zapominasz zadbać o siebie, zdeterminowany, by osiągnąć cel, wyjść z kolejnego kryzysu przynajmniej obronną ręką.

Stres zabiera energię – nie pozwól, by zabrał jej zbyt dużo

Zauważ, że to o co pytam managerów to nie to, czy sobie radzą z trudnościami; pytam o to, jak sobie radzą z wydarzeniem, które jest stresogenne. To ważne, bo czy tego chcesz czy nie, stres zabiera energię. I nawet jeśli jesteś z tych wojowników, którzy żadnego kryzysu się nie boją, to jeśli zadbanie o siebie odłożysz na lepszy moment (i nie chodzi mi tu tylko o aktywność fizyczną dla odreagowania napięcia), ciało i głowa wcześniej czy później dadzą o sobie znać. Co zatem robić, by stres nie przejmował po cichu nad Tobą kontroli?

Zacznijmy od tego, że zaraz po wybuchu pandemii wielu z nas ruszyło z kopyta i do dziś przedziera się przez najbardziej ostre krzaki, nie patrząc na to, jakie rany zostawiają na ciele. O zadrapaniach nawet nie wspominam, bo kto by się nimi przejmował, prawda? Jeśli mnie znasz, choćby z moich książek („Everest lidera” czy „Siła różnic w zespole”), to wiesz, że należę do tego grona. Widząc przeszkody, szukam możliwości, idę dalej, trudno mnie zatrzymać; a nawet jak zaboli po drodze, to zaciskam zęby i bez marudzenia prę do przodu. Długo by opowiadać, ale stając twarzą twarz ze skutkami COVID-19 coś we mnie pękło i na sytuację stresogenną reaguję inaczej, dużo bardziej świadomie.

Jest ciężko, a przyznanie się do tego nie jest słabością

Jak nigdy wcześniej dopuściłam do siebie realizm sytuacji: uznałam jej nieprzewidywalność i jej siłę, która targa na wszystkie strony. Choć wierzę w dobry koniec, to też jasno sobie powiedziałam, że nie jest lekko i przyznanie się do tego nie jest moją słabością a dojrzałym nazwaniem rzeczy takimi, jakimi są. Dzięki temu, że trochę zajrzałam COVIDowi w oczy a nie tylko uznałam, że jest i trzeba działać, jestem bardziej uważna na to, co przynosi każdy dzień, co jako zespół i firma nas wzmocni, a co nam nie służy, jakie działania realizujemy, jak długo je testujemy a kiedy weryfikujemy ich skuteczność. Jeśli odpowiadają potrzebom rynku, to płyniemy kawałek dalej, jeśli nie wpisują się, szybko zmieniamy kurs.

Do tego realizmu sytuacji dodaję realizm tego, co się ze mną dzieje. Otóż, mam świadomość swojego poziomu stresu, na co składa się to, czego w ostatnim czasie doświadczyłam, co przeżyłam i jak suma tych wydarzeń wpływa na poziom mojego napięcia. Wiem, czy jest to umiarkowany poziom i jest do opanowania, czy już jestem pod wpływem silnego stresu i nie powinnam tego bagatelizować. TUTAJ jest bezpłatny test, w ramach którego sprawdzisz swój poziom stresu.

Nasze zachowania w stresie często się zmieniają – niech Twoi pracownicy to wiedzą

Dodatkowo, pisząc, że wiem, co się ze mną dzieje, mam na myśli to, że bardzo dobrze rozumiem, jakie zachowania uruchamiam w stresie, przed czym uciekam a co mnie motywuje. To wszystko wie o mnie również mój zespół, co pomaga nam we współpracy, bo nie musi się domyślać, z czego wynika moja zmiana w zachowaniu. Jako osoba na co dzień nastawiona na cel, samodzielna, działająca szybko, komunikująca się dość dyrektywnie, decyzyjna (styl D dominujący w modelu DISC), w stresie jeszcze mocniej trzymam stery, a jednocześnie potrzebuję „powiernika”, osoby, z którą mogę skonsultować moje decyzje, która będzie obok, by mnie wysłuchać. Potrzebuję czuć (mocniej niż w komfortowej sytuacji), że nie jestem tu sama (w badaniu DISC widzimy to jako wzrost stylu zachowania S). Stąd przed trudniejszą rozmową z klientem, przed szkoleniem, które jest dla mnie wyzwaniem, mam pogawędkę z moimi dziewczynami z zespołu. Mówię im o tym wprost: Stresuję się i potrzebuję pogadać, opowiedzieć ci o kierunku działania, do którego chcę zaprosić klienta. Nie oczekuję od mego słuchacza żadnej podpowiedzi, rekomendacji, poklepania mnie po ramieniu, a po prostu tego, by wysłuchał. Zobacz, nie uciekam od stresującej sytuacji a nią zarządzam, biorę byka za rogi i nie dopuszczam do tego, że zabierze mi więcej energii niż sytuacji by tego wymagała. To jest właśnie przejaw dbania o siebie.

Innym zachowaniem, które się u mnie ujawnia w stresie jest to, że wystrzelam jak rakieta i nadaję takie tempo, że jak ktoś by spojrzał na to z boku, to by pomyślał, że chcę wykończyć zespół (w badaniu DISC widzimy to jako wzrost stylu zachowania D). I w przeszłości wiele razy tak zrobiłam. Dziś nie oddaję temu kontroli a tym zarządzam. Co robię? Poprosiłam zespół, by sprowadzał mnie na ziemię, jeśli za szybko „odlatuję”, mówiąc mi o tym. To dla mnie ważne, bo sama mogę tego nie zauważyć; moje myśli tak bardzo się koncentrują na celu do zrealizowania. Potrzebuję ich interwencji, bo inaczej może się okazać, że jestem rakietą, ale samotną, a jak wiadomo, w pojedynkę to za wysoko się nie uniesiesz.

Podejmij działanie, by obniżyć napięcie, czyli ukulele i pieczone bataty

Wspomniany realizm tego, co się ze mną dzieje w stresie, pociąga za sobą to, że podejmuję konkretne kroki ku temu, by dać upust napięciu, które mu towarzyszy. I jest tu wspomniana aktywność fizyczna, ale również pozwalam sobie na bardzo przyziemne czynności. Jakkolwiek to śmiesznie czy dziwacznie nie zabrzmi, uspokaja mnie krojenie i pieczenie warzyw. Sama tego nie rozumiem, bo nie lubię gotować, ale w tych warzywach jest coś kojącego. Dobrze, że mój Synek lubi je jeść, bo jak wpadam w „batatowy” trans, to ma co podjadać przez długi czas.

Ku inspiracji, zdradzę Ci, że COVID u Julii z naszego zespołu uruchomił muzyczny talent. Jakież było moje zaskoczenie, kiedy na pytanie: Jak sobie radzisz z tą stresującą sytuacją?, odpowiedziała: „Nauczyłam się grać na ukulele”. I jeszcze pozwoliła mi się tym z Tobą podzielić, zobacz:

Podsumowując, stres nam towarzyszy, może być mobilizujący, ale jakikolwiek by on nie był, wysysa z nas energię. Bycie w permanentnym stresie to żaden powód do dumy, ale umiejętność zarządzenia nim – a i owszem, bo jest to krok w kierunku zadbania o to, co masz najcenniejszego – o siebie…