Kryzys – lekko nie jest, to wiadomo. Głowa managera pełna znaków zapytania: co z pracownikami, stałymi kosztami? Co z zadaniami, które się toczą? Czy da się znaleźć rozwiązanie, które za 5 minut nie okaże się bezużyteczne? Ręce pełne roboty lub/i ręce rozkładane z bezsilności… A zmęczenie też daje o sobie znać. Dużo tego teraz dźwigamy, co do tego nie mam wątpliwości. Chcę Ci jednak zwrócić uwagę na pewną kwestię, od której będzie zależało, czy i jak szybko pozbieramy się w swoich firmach i zespołach. O czym mówię? Pozwól mi tylko na słowo wprowadzenia. Otóż…

… jako przedsiębiorca, manager bardzo rozumiem Twoje troski, mierzę się z podobną sytuacją do Twojej i to, czym się dziś z Tobą podzielę, będzie wiadomością niekoniecznie wygodną, ale wiadomością od serca, bo zależy mi na Tobie. Wiem, że masz ciężko i chcę, by z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc, było Ci lżej, byś mógł świadomie działać w pracy z zespołem, byś mógł jak najszybciej odnaleźć się w nowej rzeczywistości, bo stara przecież już nie wróci. Chcę byś był przygotowany na kolejne kryzysowe sytuacje – różnej natury – z którymi wcześniej czy później i tak przyjdzie Ci się mierzyć.

Jak wielu managerów funkcjonowało przed koronawirusem?

Zagrzebani w zadaniach, celach do zrealizowania, bo przecież terminy gonią – rzecz jasna. W biznesie cyfry nie kłamią – w to też wierzę jako przedsiębiorca. „Nie ma czasu na sentymenty, jesteśmy tu po to, by wykonać zadanie” – mówiło wielu… A zespół? „No robię, co mogę, ale ludzi przecież to i tak motywują tylko pieniądze, więc nie ma co się rozwodzić nad jakimiś potrzebami” itd. Ileż ja się tego nasłuchałam przez lata…

Jak jest dziś?

Napięcie – chyba każdy poczuł jego gorzki smak. W części firm nagle „zniknęły” zadania do realizowania, inne firmy próbują te projekty utrzymać, a tam gdzie ich wciąż w bród, to i tak jakby gotowało się w wielkim kotle. Kiedy się temu przyglądam, przysłuchuję i zderzam z tym, czego doświadczamy w moim zespole, to powiem Ci, że ten cały „korona” wyciągnął na światło dzienne kolejnego wirusa. Nie mam dla niego jeszcze mądrej nazwy, ale objawia się tym, że tak niewiele zespołów umie być ze sobą. Bo gdyby umiało, to byłoby dużo łatwiej przejść przez kryzys. Zabrano zadania, zmieniono je lub zmienił się proces ich wykonania i „kaplica” … „Wyłazi” to, jak mało wiemy o sobie, bo choćby mówienie do pracowników tak, by ci nie panikowali a byli w stanie konstruktywnie odpowiedzieć na nową rzeczywistość, stało się wyzwaniem. Praca w innych niż dotąd znanych warunkach tak wielu już sparaliżowała. Jakoś trudno i nie zawsze wygodnie być z tymi, których mamy obok przecież nie od dziś. Nie zaskakuje Cię to?

Mnie nie, bo znam to od dawna i przecież dlatego napisałam Siłę różnic w zespole. Nie miałam tylko pojęcia, że tak szybko i z taką siłą doświadczymy tego, że nie rozumiejąc siebie i innych, nie rozumiejąc, co nas łączy a co dzieli, tak mocno skomplikuje życie zespołowe, o żywocie szefa nie wspominając.

Spójrzmy prawdzie w oczy… Ilu managerów wie, czego sami się najbardziej boją i czego boją się ich pracownicy? – uwaga, pytam o fakty a nie założenia. Ilu managerów wie, co jest mocną stroną pracownika, za którą pójdzie to, że jak mu zdelegujesz nawet zdalnie zadanie, to bez problemu je wykona? Ilu z nas wie, jakie zachowania instynktownie uruchamiamy w stresie (i jak różne są od tych, kiedy kryzys nas nie dotyka) oraz jak je będą odbierać pracownicy? Ilu z nas wie, jak naturalnie na kryzys reagują poszczególne osoby i czego potrzebują, by zachować trzeźwość umysłu? Ilu z nas tak dobrze zna siebie i pracowników, że jest w stanie się skupić nad strategią działania, dostarczaniu rozwiązań a nie kontroli niemalże każdego kroku, gaszeniu emocjonalnych pożarów czy czekaniu na to, co nigdy już nie wróci?

I przyznam Ci, że z przerażeniem obserwuję, jak sobie hodujemy kolejny kryzys, łudząc się, że znów przede wszystkim narzędzia, zwinne procesy będą lekarstwem na „ogarnięcie” zespołu, by ten realizował zadania. Idealnym przykładem jest tu „praca zdalna” odmieniana dziś z łatwością chyba przez wszystkie przypadki. Słyszę, że managerowie jako wyzwanie w pracy zdalnej uznają to, że brakuje im narzędzi do delegowania, egzekwowania, naliczania czasu pracy itd. Tylko widzisz, prowadząc firmę i zespół od 3 lat zdalnie, w odległości ponad 7 tysięcy kilometrów (bo na stałe mieszkam w USA), chcę Ci powiedzieć, że narzędzia i procesy są niezbędne, ale to nie one stoją za efektywnością pracy zdalnej czy stacjonarnej. Zatem co? ZROZUMIENIE, czyli to, o czym pisałam powyżej. Obecna sytuacja pokazała, jak wielu zespołom zawalił się grunt pod nogami. Hmm, a może jeszcze mocniej, zawala się każdemu z osobna, bo zespół dotąd nie miał wspólnego gruntu? Stąd jeśli go nie miał, to nie dziwota, że tak trudno – nawet trudniej niż dotąd – rozmawiać, wspólnie szukać rozwiązań, choćby tymczasowych.

Jednym z przykładów konsekwencji tego zjawiska jest to, czemu się ze smutkiem przysłuchuję: pracodawcy są źli, bo wysyłają pracowników na urlopy a nawet zwalniają – a patrząc na to z boku, z czego mają płacić, kiedy biznes im się zatrzymał? Pracownicy też nie są lepsi, bo słyszę o sytuacjach, w których w kryzysowej sytuacji, wyciągają umowy, wskazując, co im się należy zgodnie z konkretnym zapisem – patrząc z boku walczą o swoje przetrwanie.

Sytuacja, w której jesteśmy, ujawnia, co się dzieje, kiedy ludzie patrzą na siebie w pracy jak na jednostki, którym się powierza zadania do wykonania a nie jak na ludzi – z ich talentami, ale i lękami, na ludzi, którzy z całym swoim zapleczem merytorycznym i emocjonalnym są po to, by realizować wspólny cel. Tak, z pełną świadomością napisałam „cel” a nie zadania, bo jak wiesz, jeden maleńki wirus bardzo szybko te zadania może nam sprzątnąć sprzed nosa. I kiedy w zespole nie ma porozumienia wokół wspólnego celu, to w trudnej sytuacji wyciągamy działa, by chronić siebie. Tak trudno wówczas o empatię, słyszenie siebie, rozmowę o rozwiązaniach. A tego właśnie dziś potrzebujemy.

Pisząc to, nie chciałam dolewać oliwy do ognia a pokazać Ci, że trudność sytuacji, w której jesteśmy, potęguje to, co dotąd tak wielu zaniedbało: nie zainwestowaliśmy w zrozumienie siebie i naszych pracowników, wnikliwe poznanie, czym się różnimy a co nas łączy, w tym jakie zasoby mamy do wykorzystania szczególnie w kryzysie. Chyba przyszedł najwyższy czas, by wyciągnąć z tego lekcję?




Dla naszego zespołu dużym wsparciem w kryzysie okazało się to, co wiemy o sobie dzięki badaniu DISC D3. Wychodząc na przeciw Twoim potrzebom, zorganizowaliśmy dodatkowy termin certyfikacji online.